środa, 16 marca 2016

Objawienie

Było ich pięciu, rosłych, majestatycznych. Jeden z gitarą. Stali ciasno obok siebie i gromko śpiewali boliwijską kolędę. Królowa Wiktoria zatrzymała się metr przed nimi i znieruchomiała niczym Niobe. Gdy pieśń się skończyła, podeszła do mnie.
- Mamo, kto to jest?
- To ministranci i klerycy.
- A czemu są ubrani tak na biało?
- To alby. Ministranci chodzą w albach.
- Aha. Ja też będę ministrantem - oświadczyła z mocą.

Niedługo potem zaczęła przygotowania do służby. Najpierw był etap totemiczny.

- A wiesz, Elu, za oknem mieszka Bóg. Ma duże, niebieskie oczy i ciemne włosy. I jak cię spotka, to cię zje.

Potem Bóg zagościł u nas na stałe. Robił psikusy, chował się za winklem i był Sprawcą Wszystkiego.

- Wiki, gdzie jest biszkopt, który leżał na stole?
- Nooo, poleciał wysoko w kosmos, aż na Księżyc, a potem spadł na Ziemię i wtedy Bóg go zjadł.

- Wiki, nie kładź nóg na kanapie.
- Dlaczego?
- Ba są brudne.
- I co?
- I jak pobrudzisz kanapę i będzie śmierdzieć, to będziesz ją prać.
- Dlaczego ja?!
- A kto ją pobrudzi?
- Ale to Bóg sprawił, że śmierdzi!

Później nastała Era Wielkich Pytań, których ja, maluczka, nie mogłam rozumem ogarnąć...

Królowa Wiktoria: Mamo, a jak Maryja była dzidziusiem, to co?
Ja: Ale co, co?
Królowa Wiktoria: No, jak była dzidziusiem, to co?
Królowa Elżbieta: Jaka Maria?
Królowa Wiktoria (z pobłażaniem w głosie): Elu, nie Maria. MA-RY-JA.

...i Etap Spraw Najtrudniejszych, jednoznacznie wskazujących na przeżyte Objawienie (bo TYCH tematów jeszcze nie inicjowałam, więc skąd? jak? dlaczego się pojawiły?)

- Nikogo nie można zabijać. A Pan Bóg musiał zabić!
- Kogo?
- Swoje Jedyne Dziecko!!!

Królowa Elżbieta nie wtrącała się zbytnio w te teologiczne dyskusje, ale widać zachowywała wszystko w swoim sercu. Aż ziarno wydało płon.

Pojechałyśmy do przychodni na USG brzuszka. W holu, na środku, stała rzeźba - sądząc po proporcjach, dwudziestotygodniowego wcześniaka na dorosłej dłoni.
- O, a co to? - zaciekawiła się Ela. - Jakaś ręka. Ale wielka!
- A co jest na ręce?
Elżbieta długo myślała, krążąc wokół rzeźby i zmieniając kąt widzenia. Wreszcie odkryła.
- Mamo, to malutki Pan Jezus! - zakrzyknęła, ile pary w płucach, by Dobra Nowina na pewno dotarła do wszystkich pacjentów...

2 komentarze:

  1. Aż mi się oczy zaszkliły :-) Cudowne są.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuu.. to ja mam lajcik w tym temacie ;) ufff

    OdpowiedzUsuń

Ponoć milczenie jest złotem... ale w naszym królestwie preferujemy srebro. I gadulstwo :-)