sobota, 6 czerwca 2015

Starość i patologia

Z okazji Dnia Dziecka wybrałyśmy się do urzędu dzielnicowego, by wyrobić dowód osobisty dla najmłodszej królowej.

Po cóż dwutygodniowemu maleństwu dowód? - zapyta ktoś. Ano po to, żeby maleństwo miało dokument ze zdjęciem i numerem PESEL. A na cóż mu dokument z takimi atrakcjami? Ha! Żeby wyrobić Kartę Dużej Rodziny. Bo skoro nasz Rząd tak się napocił i wyżebrał te zniżki na brylanty od Kruków, jakże wielką niewdzięcznością obywatelską byłoby z nich nie skorzystać.

Z dbałości o własne zdrowie psychiczne, rozłożyłam sobie tę wizytę na dwa dni - pierwszego pobrałyśmy wniosek i zrobiłyśmy zdjęcie, drugiego - złożyłam komplet dokumentów. Miało być szybko, prosto i przyjemnie, a wyszło jak zawsze.

Jak zrobić zdjęcie dowodowe noworodka? Zakładałam, że będzie tak, jak opisywała Matka Dentystka - zarzucą na mnie jakąś białą płachtę i każą wziąć Annę na ręce. A tu guzik.

- Pani już zacznie budzić dziecko, żeby miało otwarte oczy - poprosił fotograf, gdy w kolejce przed nami zostały dwie osoby. (Bo akurat tego dnia do fotografa zjechało pół miasta. Stałyśmy sobie w ogonku dwadzieścia minut. Tryńdałam wózeczek, żeby najmłodsza królowa się nie darła, i darłam się na starsze, żeby się nie rozłaziły, nie podchodziły do schodów, nie znikały w tłumie, nie kładły się na podłodze, nie podbierały ze stolika urzędowych druków itd., itp.).

Wreszcie przyszła nasza kolej.
- Proszę podnieść dziecko i przytrzymać je z dala od siebie, przed tym białym tłem - zaordynowano. No to żem podniosła - na wyciągniętych rękach, pół metra od siebie. Jedną ręką trzymałam Anię pod pupą, drugą ręką starałam się utrzymać jej główkę w możliwie fotogenicznym ułożeniu. Królowa nie współpracowała. Co chwilę przymykała oczka, ziewała, ładowała rączki do buzi, rozglądała się i kręciła. A ja cały czas trzymałam tego czterokilowego pączucha NA WYCIĄGNIĘTYCH RĘKACH...

Gdy wreszcie udało się uchwycić królową, jak trzeba, okazało się, że... nigdzie nie ma Wiktorii. Taaa... nie ma to, jak zgubić dziecko w urzędzie. Obleciałam dookoła boks fotografa, doskoczyłam do schodów, przepchnęłam się przez tłum (oczywiście nikt ze stojących tam piętnastu osób nie widział małej dziewczynki w fioletowej bluzeczce). Wszystko to z Anią na rakach, wózkiem przed sobą, Elą za sobą, torbą na prawym ramieniu i duszą na lewym. Gdy już podłogę miałam zrywać i już milicję chciałam wzywać, nagle dostrzegłam zgubę na drugim końcu holu. Siedziała w dziecięcym kąciku i na wielkim liczydle kalkulowała podatki.

Drugiego dnia poczłapałam do urzędu bez starszaków. Przyjęto mnie natychmiastowo, podstemplowano papióry, wydano kwity.
- Pani też mogłaby już wymienić dowód - zaproponowała uprzejmie urzędniczka.
- Eee... jeszcze jest ważny kilka lat.
- Tak, ale może pani złożyć wniosek wcześniej, ze względu na zmianę wizerunku.

Aha.

10 komentarzy:

  1. Ja w tym wszystkim widzę jednak pewien pozytyw. DAŁAŚ RADĘ utrzymać tego słodkiego pąka na wyciągniętych rękach. Ja bym nie dała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja mam wieloletnią praktykę brania wszystkiego na klatę ;)

      Usuń
  2. O ja! Komplement pełną gębą! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urzędnicy lubią sobie komentować moje zdjęcia... Dawno, dawno temu, gdy chodziłam jeszcze do szkoły, nie chciano mnie przepuścić na czeskiej granicy, bo uważano, że zdjęcie w paszporcie przedstawia mojego brata...

      Usuń
  3. Ekhm... a można byłoby o wiele prościej. Ale byłoby wtedy przyjemniej i jeszcze polubiłabyś chodzenie do urzędu. I zaczęłabyś przychodzić częściej. I częściej. A to już byłoby szkodliwe społecznie, gdyż generowałoby większą ilość pracy dla urzędników. A tak. Każdy normalny obywatele omija takie miejsca szerokim łukiem, póki nie zmusi go sytuacja.

    P. S. Wyrobienie dowodu babci przebiegło niemal bezboleśnie. Trafiłam na całkiem ogarniętego urzędnika. I miłego w dodatku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale że jak "o wiele prościej"? Znasz jakiś tajny sposób na urzędników? Powinnam była obwiesić się złotem i mówić z silnie rosyjskim akcentem?

      Usuń
  4. Ale cyrk :) Zabawa przednia .. i na siłownia całkiem zbędna się robi :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Zmiana wizerunku :-)))))) Padłam :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. chyba obowiazuja juz nowe przepisy dot. kart, wyrabialiśmy jesienia i dowod Wojtka nie byl potrzebny.

      Usuń
    2. Dopytywałam o zasady wyrabiania kart tuż przed porodem. Pani powiedziała, że każde dziecko musi mieć dokument z numerem PESEL i zdjęciem... czyli najprościej wyrobić dowód. Widać macki biurokracji sięgają coraz dalej. A ponieważ wyrobienie dowodu jest bezpłatne (tzn. ja nic nie płacę, ale wiadomo, pan płaci, pani płaci), więc wychodzi na to, że chcąc skorzystać z rządowych zniżek, muszę naciągnąć podatników, czyli również siebie, na koszt wyrobienia dokumentu. Cyrk.

      Usuń

Ponoć milczenie jest złotem... ale w naszym królestwie preferujemy srebro. I gadulstwo :-)