środa, 27 maja 2015

Sala numer dziewięć

Z pewnością jej nie zapomnę.

Tyle nas różniło. Przede wszystkim - przy moim łóżku stało plastykowe łóżeczko królowej. U niej było pusto.

Moje dziecię było rumiane, tłuściuchne i okrągluchne. Waga wyjściowa 4060 g. Donoszone. Urodzone tak naturalnie, jak tylko się dało (czyt. bez znieczulenia, za to z wielką porcją wrzasku).

Jej synowie mieścili się na dłoni. A raczej - zmieściliby się, gdyby w ogóle mogła ich wziąć na ręce. Pierwszy z braci ważył 680 g, drugi tylko ciut więcej. Cesarka w 26. tygodniu ciąży. Nierozwinięte płuca. Inkubatory, dwa tysiące rurek podpiętych do mikroskopijnych ciałek.

Do królowej przybywały liczne procesje położne i lekarskie, by wyrazić ochy i achy. Szpitalny fotograf otrzaskiwał ją fleszami. Delegacje studenckie z zaprzyjaźnionych krajów (w składzie: Koreańczyk, Hinduska, dwie Angielki) zachwycały się rozwojem ogólnym i szczegółowym, wyliczając jakieś tajne punkty w długich i szerokich tabelkach.

Do niej przychodziła chuda jak kostucha położna, z podkrążonymi ze zmęczenia oczami, i cichym głosem mówiła "Jest gorzej. Podajemy czysty tlen. Antybiotyki. Glukozę. Wlewy dożylne. Leki przeciwbólowe. Znów się pogorszyło. Niestety pierwszy bliźniak zmarł. Stan drugiego jest krytyczny. Właśnie miał wylew krwi do mózgu. Czwartego stopnia. Najpewniej nie dożyje rana".

...

Pierwszego dnia kuliłam się w sobie ze swoim szczęściem. Chowałam je, razem z rumianą królową, pod szpitalnym kocem.

Drugiego dnia powiedziałam po prostu, jak bardzo mi przykro. A potem płakaliśmy sobie w trójkę, ja, ona i jej mąż. Opowiedziałam jej o moim pierwszym dziecku, a ona mi o ciąży, która od początku była krucha i niepewna.

Przy pożegnaniu zapytała, czy ten ból kiedyś mija. Nie - odpowiedziałam. - Ale się zmienia.

8 komentarzy:

  1. Zmienia się. I w tym cała nadzieja.
    Nie może być tak, żeby człowiek wstydził się własnego szczęścia - tak chciałoby się powiedzieć. Czy też powinien być "dyskretny"?
    Otóż nie - to trąciłoby fałszem. Warto obwieszczać innym swoją szczęśliwość - to zaraźliwe. Nawet, jeśli w danej chwili niemożliwe do zrealizowania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie zrobiło się przykro od samego tylko czytania. Wyobrażam sobie, jak Tobie było przykro, będąc tam przy niej, tak blisko. Ale przynajmniej dziewczyna trafiła na kogoś, kto naprawdę rozumie...:-*

    OdpowiedzUsuń
  3. W sumie podobna historia jest moim udziałem (też na szczęście dla mnie po tęczowej stronie). Ale ja nigdy nie wiem, co zrobić czy powiedzieć. Uciekam.
    I też chowam szczęście pod 'szpitalny koc', nawet jak to trąci fałszem.
    Miejmy nadzieję, że dziewczyna nadal będzie spotykała na drodze tak życzliwych ludzi jak Ty.
    No i ten sławetny czas, tak zawsze ganiony za to, że biegnie za szybko, w tym przypadku może zadziała kojąco swoim upływem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie wiem, czy chowanie szczęścia pod koc trąci fałszem. Mi chodziło o to, żeby nie przysparzać jej cierpienia. Pamiętam, jak leżałam na patologii ciąży, po poronieniu. Na sali ze mną leżała kobieta, do której przychodziła w odwiedziny trzyletnia córeczka. Wbiegała radośnie do sali i rzucała się mamie na szyję. A ja wgryzałam się z bólu w poduszkę, mając w głowie tylko jedno pytanie - czy kiedykolwiek zostanę matką? Teraz byłam po drugiej stronie - moja współlokatorka łkała w poduszkę, a ja tuliłam w ramionach moje szczęście. Chciałam jej oszczędzić tych tkliwych obrazków.

      Usuń
  4. aż się popłakałam, takie dwa maleństwa ;-(

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze ze trafiła na sale z osoba, która nie przeszła obojetnie obok czyjegoś cierpienia. Dobrze, ze z Ciebie gaduła i i wiesz co powiedzieć. Mi zawsze jest cieżko dobrać słowa. Każdy ma swoją historie, przeżycia. Patrząc na Ciebie i śliczna Anie pewnie przyjdzie nikomu do głowy, ze tez swoje przeszłas.

    OdpowiedzUsuń
  6. A Luxtorpeda postanowiła stworzyć tekst w temacie oparty o męskie doświadczenie...
    https://soundcloud.com/gomohergo/44-dni-vers-demo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie ujęte. Dzięki, Kasiu, za link!

      Usuń

Ponoć milczenie jest złotem... ale w naszym królestwie preferujemy srebro. I gadulstwo :-)