wtorek, 24 lutego 2015

Burdy na królewskim dworze

Pierwsza kłótnia wybucha przeważnie o to, która z królowych poda mi rano sweter, a która dostąpi zaszczytu założenia mi na stopy kapci. Druga kłótnia - o to, kto ma być pierwszy przebierany z pidżamki. W dni parzyste obie chcą być pierwsze, w nieparzyste - obie nie chcą się przebrać. Trzecia kłótnia - kto otworzy drzwi drzwi sypialni. Czwarta - kto pierwszy z tej sypialni wyjdzie. Piąta i szósta - kto otworzy drzwi do kuchni  i salonu. Oraz siódma i ósma - kto pierwszy tam wejdzie.

Tak wygląda kanon. Do tego dochodzą dodatkowe atrakcje. Na przykład Wiktoria chciałaby jeszcze chwilę pospać, a Ela stara się niezwłocznie wykurzyć siostrę z łóżka, zdziela ją więc po głowie książką o Misiu Krzysiu. Albo Ela chce wstać PIERWSZA, ale Wiki sprawniej odsuwa suwak w swoim śpiworku i szybciej wyskakuje z łóżka - i awantura gotowa. Czasem jeszcze przed śniadaniem nabieram pewności, że dziś to już na pewno wymsknę którąś królową z kocyka.

Temperatura siostrzanych uczuć jest ostatnimi czasy iście pustynna, zaś przejścia od skrajnych mrozów do żaru i fatamorgany trwają kilka sekund. W jednej chwili tulą się, łaskoczą, nawołują per "Kochanie!", w następnej Wiki Elę popycha, Ela Wikę gryzie, Wiki Elę kopie, a Ela Wiki wyrywa włosy. Potem Wiktoria, zrozpaczona, zalewa się łzami, a Elunia wali ją na odlew, wołając: "A maś! Zasiuziłaś!".

Z królowej Elżbiety wyłazi Mr Hyde. Leje nas, gryzie i szczypie. Mydli nam oczy słodkimi minkami i solennymi zapewnieniami "Postalam się juś tak nie lobić!". Nałogowo* rzuca się na ziemię w atakach furii i wali głową w podłogę. Postronni obserwatorzy zajść twierdzą, że nawet wówczas nie traci nic a nic ze swego nieodpartego uroku...

Za to królowa Wiktoria zrobiła się drażliwa i płaczliwa. Zalewa się łzami z każdego możliwego powodu. Że coś chce i że czegoś nie chce. Że Ela coś zrobiła lub że nie zrobiła. Że sama nie będzie sprzątać/ jeść/ ubierać się lub że koniecznie chce sama sprzątać/ jeść/ ubrać się.

Jedna ryczy w pionie, na stojąco, w bezruchu, druga w poziomie, na leżąco, wściekle rzucając się po podłodze. Jakie to szczęście, że zaczęły już teraz, a nie w maju! Przynajmniej wiem, że to normalna patologia, a nie patologia wielodzietna...



* Rekord padł w zeszłym tygodniu. Siedem burd w ciągu 10 minut wieczornego szykowania się do snu.

8 komentarzy:

  1. Cóż za pasjonujące życie prowadzą Twoje królewny! A temperament to, za przeproszeniem, po mamuni czy tatuniu?;-] Ha ha ha, ja poproszę jeszcze o post o tym, co Ty w takich chwilach robisz, żeby nie oszaleć - przyda mi się na przyszłość:-] Ściskam Wam mocno!
    PS. Anna, powiadasz? Bardzo, bardzo ładnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A temperament to chyba po dziadkach, bo po poprzednich pokoleniach geny silniejsze... Mój tata był podobno taki łobuz, że, choć z siostrą siedziała w domu opiekunka, jego wysyłali do przedszkola, bo niania po jednym dniu spędzonym z nim chorowała przez tydzień :)
      Co robię? To zależy od mojego stopnia niewyspania i zmęczenia. Zasadniczo są trzy fazy: 1) próbuję rozładować napięcie między dziewczynami, coś podpowiedzieć, jakoś załagodzić, podsunąć jakiś pomysł; 2) drę się, bo normalny tembr głosu w ogóle do nich nie dociera; 3) nic nie mówię, bo wszystko, co mam do powiedzenia, jest mocno niecenzuralne. Jeśli jestem średnio niewyspana, faza pierwsza trwa od 1 do 5 kłótni, druga od 6 do 10, trzecia od 11. Jeśli jestem mocno niewyspana fazy przeskakują co trzy awantury. Mało niewyspana nie jestem nigdy, podejrzewam, że wówczas fazy druga i trzecia by nie istniały,a ja byłabym wówczas, ach, jakże idealną matką ;)

      Usuń
  2. U nas to samo .... gdy są w domu po 2 h od pobudki mam ochotę wystrzeliś je do weekendowego przedszkola :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weekendowe przedszkole? Marzenie! Ja bym je gdzieś wystrzeliła choć na godzinę w ciągu tygodnia. Mój jedyny odpoczynek w ciągu dnia to poranny, szybki bieg po spożywczakach, zanim ukochany wyjdzie do pracy...

      Usuń
  3. Czyli masz w domu "straszną" dwulatkę i "koszmarną" trzylatkę :D Pozdrowienia od mamy "nie do wytrzymanie" dwulatka - podziwiam, bo jak bym miała jeszcze jedno takie, to bym chyba oszalała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, mam niebywale książkowe dzieci. A jeśli przypadkiem jedna nie dopełni jakiś wymogów wieku, druga rok później nadrabia je ze zdwojoną siłą. Ot, na przykład Wiki nie rzucała się na ziemię, Elunia zaś ląduje na glebie co i rusz. Najgorsze jest to, że im te czasy dezintegracji osobowości nakładają się - obie dziewczyny są więc w tym samym okresie niezdolne do kompromisów, przekonane o tym, że nikt ich nie kocha, a świat jest do bani. Itd. Itp. I coś mi się wydaje, że kolejne ich "trzęsienie ziemi" nałoży się z buntem Ani... Hihi, może już dziś kupię sobie kaftan...

      Usuń
  4. Moje są nieco inne wiekowo i płciowo i w ogóle, ale burdy podobne :|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byle do osiemnastki wytrzymać :)))

      Usuń

Ponoć milczenie jest złotem... ale w naszym królestwie preferujemy srebro. I gadulstwo :-)