środa, 30 grudnia 2015

How do you do?

Grudzień 2015 był to dziwny grudzień, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś dziwne wydarzenia.

W pierwszych dniach adwentu przytułek zaprosił rodziców na "zdobienie pierniczków", które okazało się półtoragodzinną hecą z elementami brokatu, kleju i farby. Nie, nie smarowałyśmy tym ciastek. Na miejscu wydało się, że poza pierniczkami w programie obowiązkowym są także bombki i karty świąteczne, a cała impreza ma dostarczyć rodzicom i dzieciom dobrej zabawy oraz fantów na świąteczny kiermasz.

Akuratnie królowe były zdrowe, więc nijak się od imprezy nie mogłam wykręcić. Przytroczyłam więc królową Annę do klaty i poszłyśmy.

Królowa Wiktoria zużyła na jednego pierniczka trzy kilo lukru i dwa opakowania cukrowej posypki, ignorując moje mantryczne sugestie, że może już naprawdę wystarczy, ozdobione, wykończone, chodźmy malować bombki.

Królowa Elżbieta ozdobiła swoje ciacho nieco oszczędniej, gdyż spieszno jej było, by je zjeść.

Królowa Anna ćwiczyła chwyt pęsetowy, polując na pudrowe koraliki.

Mnie latała powieka, chrypiało w gardle (bo mantra), strzykało w krzyżu (bo Anna na klacie) i kolanie (bo rodzice, w celu intensyfikacji przedszkolnych przeżyć, siedzieli w dziecięcych krzesełkach).

Zaliczywszy pierwszą bazę, przeszłyśmy do robienia bombek. Było klasycznie. Ela jadła klej i smarowała dłonie farbkami. Wiki dostała trzystu siedemnastu ataków pióropleksji, bo cekiny nie doklejały się w tych miejscach (z dokładnością do nanometrów), w których planowała. Anula zaabsorbowała do płuc dwie tony szafirowego i bordowego brokatu. Ostatecznie jednak bomby powstały i mogłyśmy zasiąść do stolika karcianego.

"Niech się dzieje wola nieba" - uznałam, gdy królowe przycinały rogi, nacinały brzegi i dziurawiły środki. Nasze karty bożonarodzeniowe mają w sobie ducha kurpiowskich wycinanek.

Ależ ta sztuka wykańcza! Przez rok nawet nie spojrzę na farby, klej i nożyczki! - powtarzałam sobie, wracając z przytułku do domu, szykując kolację, pilnując, by królowe doczyściły z lukru górne siekacze i zmywając z siebie brokat, którego nie wchłonęła królowa Anna. Ponieważ jednak pamięć mam dobrą, ale krótką, rano poczłapałam do hurtowni papierniczej po magiczny klej, patyczki, guziczki, oczka, piórka i dwa metry sznurka.

I odtąd każdej nocy szykowałam półprodukty, z których za dnia królowe robiły choinkowe cudeńka. Starsze przy stoliku, młodsza pod stolikiem. One majstrowały i upuszczały, ona łapała i memlała. Ja upuszczałam sobie krew, by mnie nie zalała. Cud, cud mniemamy, żem to przeżyła. A efekty?

Piętnaście brokatowych bombek.
Czternaście pawich oczek.
Dziesięć szalonych ludzików kapeluszników (za nakrycia głowy posłużyły Anusiowe smoczki do butelek i zatyczki do tychże, odpowiednio obmalowane i ubrokacone).
Mrowie a mrowie ozdób z koralików (jak szaleć, to szaleć, rzekłam, wygrzebując z kufereczków kolie po prababci i dyjamenty z mojego bukietu ślubnego).
Ludziki-patyki (królowe sępią szpatułki od pediatry, zamiast naklejek "dla dzielnego pacjenta").
Trzy metry filcowego łańcucha.
Dwa aniołki-danonki.

Rzutem na taśmę królowe zrobiły też pięć blach pierniczków. Odmierzyły, zagniotły, rozwałkowały, powykrawały. Włożyłam do pieca. Partyjna dyscyplina załamała się dopiero na etapie zdobienia. Wiki zeżarła trzy opakowania posypki. Ela żłopała kolorowy lukier prosto z opakowań (sztuk cztery). Ania, tradycyjnie i wytrwale, polowała na wszystko, co skapało/ sturlało się z pańskiego stołu.

Tak nam zleciał adwent. Siedzieliśmy potem, w Święta, przy tej NASZEJ, własnoplecnie przytachanej, własnoręcznie ozdobionej choince, zajadaliśmy NASZE pierniczki, a królowe piały.

Co piały?
Albo " Kolęda na ziemi, kolęda na niebie", albo "Pała na wysokości", albo "Mami findel, mami findel, łe al ju? Hil aj em, hil aj em. Hał du ju du?".

6 komentarzy:

  1. Fajnie :D Szczęśliwego Nowego Roku i większej frajdy z dziewczyn niż dotychczas ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wzajemnie, Wam też wszystkiego dobrego! 😊

      Usuń
  2. "Mami findel" jak bym słyszała moich chłopaków :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja ulubiona zwrotka to "bladi findel" 😉

      Usuń
  3. Upuszczanie krwi, by nie zalała - doskonały patent! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpatrzyłam w doktorze Hałsie 😊

      Usuń

Ponoć milczenie jest złotem... ale w naszym królestwie preferujemy srebro. I gadulstwo :-)