poniedziałek, 26 stycznia 2015

A imię jej czterdzieści i cztery

Będzie pełna łaski. Zawsze to lepiej, uważam, niż gdyby miała być walcząca o swój ród, albo zabiegająca o bogactwo. W pakiecie z eleganckim imieniem trzecia królowa dostanie też zacną patronkę - babcię samego Boga. Taka patronka to nie w kij dmuchał!

Imię jest stare. Hebrajskie. Dobrze się uleżało w wielu językach, gęsto zapisało w historii, także tej królewskiej. Nosiły je m. in. pewna księżniczka bizantyjska, dwie królowe angielskie, jedna szwedzka, jedna francuska i trzy polskie. Oraz córki pięciu polskich królów.

Miło mi ogłosić, że oficjalny tytuł trzeciej monarchini brzmi: Jej Wysokość Królowa Anna.

Starsze siostry przyjęły tę wiadomość entuzjastycznie i, o ile przez ostatnie dwa tygodnie nie zająknęły się o "młodszej siostrzyczce" ani słowem, o tyle od kilku dni rozprawiają o niej bez przerwy. Widocznie potrzebowały imienia, by zwerbalizować swoje pytania i plany. A i pytań, i planów jest że ho-ho!

Pierwsza do szturmu przystąpiła Elżbieta. Najpierw oświadczyła, że będzie czytać siostrzyczce książkę o Kreciku. Potem przyszła do mnie uzbrojona w kredki świecowe i spytała, jak wygląda Ania.
- Jak malutki dzidziuś - odparłam. Ela, obyta z wizerunkami niemowląt, ochoczo zabrała się do sporządzania portretu najmłodszej monarchini.

Pół godziny później weszła do sypialni i, wskazując w stronę dziecięcego łóżeczka, oznajmiła:
- Mamusiu, połozię obok Ani.
- Ty się położysz obok Ani? Jak Ania się urodzi?
- Tak.
- Po co? Co będziesz robić?
- Dawać Ani ląkę.
- A czemu chcesz dawać Ani rękę?
- Bo tu - Elunia potoczyła wzrokiem po sypialni - jest ulica. I jeździą samochody!
No tak, lepiej nie pozwalać noworodkowi samemu przechodzić przez jezdnię.

To był dzień pierwszy po ogłoszeniu imienia. Dnia drugiego pytaniami zasypywała mnie Wiktoria.
- Czy zjadłaś Anię? Bo jest u ciebie w brzuszku.
- Czy Ania lubi baloniki?
- Czy jak wbiję ci łokieć w brzuch, to Anię to zaboli?
- Czy jak Ania kopie cię w brzuch, to my też możemy? (oba pytania zadane tonem absolutnie niewinnym, ot, w celach czysto informacyjnych...)
- A jakie Ania nosi buciki?
- A jakie lubi oglądać bajki?
- A kiedy wreszcie będzie wiosna? (czyt. Kiedy wreszcie urodzisz nam tę siostrę?)

I najważniejsze pytanie (ton głosu sugerujący troskę, że oto doszukano się poważnego niedopatrzenia, uchybienia, błędu systemu, z którym COŚ trzeba zrobić):
- A kto będzie młodszą siostrzyczką Ani?!

Dziś przyszła pora na doprecyzowanie pewnych niedomówień...
- Ania bawi się balonikiem u mamy w bziuśku? - zapytała Elżbieta.
- Nie, Eluniu - pospieszyła z wyjaśnieniami Wiki. - Ania nie ma tam balonika, tylko pływa sobie w baloniku. U mamy w bziuśku jest taki balonik i Ania w nim pływa.
- Aha, Ania w nim pływa - Elunia pokiwała głową ze zrozumieniem.

Jak widać, królewska wiedza z zakresu ciąży prezentuje się całkiem dobrze. A jeszcze kilka dni temu dziewczyny próbowały zajrzeć mi do środka brzucha przez pępek! Wwiercały się w niego paluszkami, rozciągały, naciągały. Moje zapewnienia, że tak nie zobaczą siostry, zbywały wymownym milczeniem. Wreszcie, po kwadransie tych katuszy, zapytałam, czy ewentualnie, w drodze wyjątku, usatysfakcjonuje je obejrzenie Ani zdjęć... Za znawstwem kontemplowały kolejne ujęcia z USG (znawstwo oznacza: wybałuszone oczęta, języczki wysunięte na brodę, potakiwanie "Aha, O!, Hmmm" i tysiąckrotne tykanie odbitek paluszkami).

Wczoraj zaś dopadły mnie ze stetoskopem. Kazały zwracać się do siebie per "Pani doktor Elusiu" i "Panie doktorze Wikulko", dokładnie osłuchały mi brzuch i orzekły, że Ania jest zdrowa. I po cóż ja wydaję tę fortunę na badania, skoro najlepszą diagnozę wydali mi za friko moi lekarze rodzinni?


12 komentarzy:

  1. Ha! Aż sprawdziłam w starszym komentarzu, na którym miejscu obstawiałam Annę - bo moje typy ustawiłam według spodziewanego przeze mnie wyboru. Ustawiłam Anię na pozycji drugiej (choć wahałam się nad jedynką), ale tylko dlatego, że zmyliłaś mnie tym, że już nie idziecie w dynastię brytyjską. A przecież o Księżniczce Annie, co spadła z konia nawet piosenki pisano.

    Według mnie piękny wybór. Bardzo lubię to imię. Sama od lat powtarzam, że jeżeli będę miała kiedyś córkę, niezależnie od tego jak będzie miała na imię, na drugie na pewno Anna.

    A jak teraz tak myślę, dochodzę do wniosku, że Ania to jedyne imię, które wymawia mój Pierworodny. Nawet o sobie mówi po prostu "Ja". Coś musi być w tej Ani...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "że już nie idziecie w dynastię brytyjską" - my nigdy nie szliśmy w dynastię brytyjską :) Chyba muszę jakieś małe oficjalne posto-sprostowanie napisać, bo ta angielskość zaczyna jakoś tak dziwnie unosić się nad naszym królestwem, a my nawet za bardzo fanami tamtych stron nie jesteśmy :)

      Usuń
  2. Dla mnie też to imię było dosyć oczywiste:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dla nas było bardzo nieoczywiste :)

      Usuń
  3. Położyło mnie pytanie "Czy jak Ania kopie cię w brzuch, to my też możemy?". Ale jednocześnie kwestia rozrostu monarchii jest już przesądzona z każdej strony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, teraz jest już nowa moda. Wiki wpycha pod bluzkę dwie maskotki i oświadcza, że ma w brzuchu bliźniaki - chłopca i dziewczynkę. Nawet imiona im wybrała - Ola i Emil :)

      Usuń
  4. No proszę! Trochę człowieka nie ma w sieci, a tu się blogosfera rozmnaża na potęgę :)
    Muszę ponadrabiać wpisy, bo jeszcze jaką gafę palnę.
    Póki co, gratuluję powiększania się królewskiego rodu.
    Też tak mam, że imię musi być nadane długo, długo przed narodzinami. Wolę zwracać się do 'brzucha' po imieniu, niż przez dwa tygodnie po urodzeniu wciąż się zastanawiać i mówić do dziecięcia per 'synku' lub 'córeczko' - jak to robią niektórzy moi znajomi.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Och, z wyborem imienia dla Anny i tak nam zeszło. Wiktorię wybraliśmy kilka lat przed jej narodzinami, Elżbietę chyba jakoś po pierwszym USG... Na kolejnych potomnych też mamy prototypy ;)

      Usuń
  5. No proszę jakie Panice obeznane w świecie ;) Nie tylko Królowe ale i bardzo dobre lekarki :) Pozazdrościć takiej obstawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczoraj lekarki, dziś już dentystki (choć Wiktoria coraz częściej przebąkuje o podróżach w kosmos...). Grunt, że nie idą w czystą humanistykę!

      Usuń

Ponoć milczenie jest złotem... ale w naszym królestwie preferujemy srebro. I gadulstwo :-)